17.10.11
Posted in
Eksperci w ViaExpert
O konwencie czytaj w artykule : XXIII Konwent Dyrektorów Zarządów Dróg Wojewódzkich.
Z Grzegorzem Stechem, przewodniczącym Konwentu Dyrektorów Zarządów Dróg Wojewódzkich, dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie rozmawia Anna Rogalińska.
Panie Dyrektorze, czy może Pan wskazać obszary działalności Zarządów Dróg Wojewódzkich – mam na myśli i inwestycje i utrzymanie dróg - w których występuje najwięcej trudności?
Takim najważniejszym, wspólnym dla drogownictwa nie tylko wojewódzkiego, problemem jest brak pieniędzy, choć nie można zaprzeczyć, że tych pieniędzy przybyło w ostatnich latach. Znacznie wzrosły oczekiwania i wymagania w stosunku do inwestycji, do standardów utrzymania dróg. Drogi wojewódzkie, samorządowe są niedofinansowane na poziomie przynajmniej 50 procent. Choć przyrosty nakładów są znaczące, to tych środków nam brakuje.
Można ten brak bardzo łatwo wyliczyć. Droga jest remontowana na okres 10 lat. Oznacza to, że 1/10-ta sieci dróg powinna być każdego roku przebudowana. Jeśli więc ktoś ma na zarządzanym przez siebie terenie 2 tysiące kilometrów dróg, to każdego roku powinien wyremontować 200 km. Nikomu z nas, zarządzających drogami wojewódzkimi, pomimo wzrostów środków, nie udaje się osiągnąć nawet połowy tego zakresu robót. Jeśli chodzi zaś o mosty, co jest specyficzne zwłaszcza dla południowych województw Polski, to stopień degradacji metra kwadratowego tych obiektów jest jeszcze większy niż w przypadku metra drogi.
Na południu kraju występuje jeszcze jeden problem, będący następstwem częstych powodzi. Jest tam flisz karpacki, który powoduje, że z każdym rokiem rośnie liczba drogich, trudnych do zabezpieczenia czy zatrzymania osuwisk. W Małopolsce w poprzednim roku wystąpiło na drogach wojewódzkich 100 osuwisk. Jedno kosztuje nas około 2 mln zł, inne - 30 mln zł. To naprawdę poważne wyzwania inżynierskie i finansowe.
Kolejny wspólny problem, który był sygnalizowany podczas Konwentu Dyrektorów ZDW, powstał niedawno i jest konsekwencją zmiany w strukturze ruchu na sieci dróg publicznych po wprowadzeniu opłat za korzystanie z dróg krajowych. Trudno dziwić się kierowcom, że swoimi ciężkimi samochodami - tirami zjechali na drogi wojewódzkie. Nie były one projektowane i przystosowane do takiej struktury ruchu. W tym roku może tego jeszcze tak wyraźnie nie odczujemy, ale standard jazdy pogorszy się, pojawią się i pogłębią koleiny. Przez najbliższe 2-3 lata należy spodziewać się z tego tytułu jeszcze bardziej poważnych zniszczeń. Jeżeli teraz nie wymyślimy, jak rekompensować straty, podnosić standard utrzymania i modernizować drogi, tak, by nie ulegały degradacji, to w przyszłości na odbudowę tych dróg ponosić będziemy dużo większe wydatki.
Następny problem, o którym od dłuższego czasu mówimy na konwentach wydaje się oczywisty, choć jednak nie do końca wszyscy właściwie go widzą i rozumieją. Chodzi o zniszczenia dróg spowodowane dużymi budowami. Budując autostrady czy drogi ekspresowe trzeba do nich dowozić materiały. Transportuje się je przede wszystkim drogami wojewódzkimi, które z tego powodu coraz bardziej niszczeją. Nie ma w zasadzie wypracowanego żadnego mechanizmu, który by regulował zasady współpracy między inwestorem – GDDKiA, a pozostałymi zarządcami.
Były oczywiście podejmowane próby - zapisy w zamówieniach publicznych mówiące, że wykonawca autostrady ma spisać porozumienie w tej kwestii z zarządcą dróg . Jak wynika z prowadzonych przez kolegów dyskusji, nikomu nie udało się jeszcze znaleźć dobrego rozwiązania. Drogi zostały zniszczone, kilka odcinków jest wręcz nieprzejezdnych i wyłączyć je należy z eksploatacji. W tym roku w Małopolsce, żeby utrzymać przejezdność w okolicach dużych budów ponosimy ogromne nakłady - rzędu 30 mln zł. W naszym regionie powstaje przecież autostrada A4. Ale ten problem dotyczy dróg wojewódzkich w całym kraju.
I ostatnia bariera, utrudniająca pracę zarządów dróg wojewódzkich. Budowana jest autostrada albo droga ekspresowa. Są węzły. Takie węzły powinny automatycznie stać się miejscami generującymi rozwój: tam skupia się ruch, powinno się więc dążyć do tego, by ten ruch natychmiast rozprowadzić. Wszystko po to, by aktywizowały się obszary wokół autostrad. Nikt o tym nie pomyślał. GDDKiA ograniczyła swoje inwestycje do pasa autostradowego.
Samorządów nie stać na to, żeby budować dojazdy do autostrad. Postulujemy i zgłaszamy do Konwentu Marszałków Województw RP wniosek, próbowaliśmy z nim także występować do parlamentarzystów, by powstał Fundusz Współpracy, coś w rodzaju dawnego Funduszu Regionalnego. Chodzi nam o to, żeby budżet państwa mógł dofinansować inwestycje tego typu jak rozprowadzanie ruchu z autostrad na drogi samorządowe. To niezrozumiałe, że nikt nie chce wykorzystywać tak prostego mechanizmu rozwoju gospodarczego jakim jest dobry dostęp do węzłów komunikacyjnych. Jedni nie mają pieniędzy, drugim brakuje zainteresowania. A bez pieniędzy i woli nie rozwiąże się tego problemu.
Jaki wpływ na działalność Zarządów Dróg Wojewódzkich ma ich usytuowanie w strukturze samorządowej?
Zarządy Dróg Wojewódzkich w hierarchii samorządowej umiejscowione są bardzo nisko. Nie jest to dobre rozwiązanie. Jeśli mówi się, planuje jakieś reformy w administracji, które ten stan zmienią, to jest na to najlepszy moment. Nie chodzi przy tym o to, że my, zarządzający drogami wojewódzkimi chcemy być kimś ważniejszym niż mamy być. Nasza praca to skomplikowany obszar podejmowania decyzji nie tylko inwestycyjnych ale także administracyjnych. Zarządom dróg wojewódzkich potrzebna jest większa samodzielność. Bo odpowiedzialności nałożono na nas dużo. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że 60 – 70 procent czasu poświęcamy na pracę administracyjną - to są decyzje związane z uzgodnieniami, z pozwoleniami, z zajęciem pasa drogowego. Obszar naszej pracy zakończony decyzjami administracyjnymi jest ogromny. To zarządcy dróg ponoszą odpowiedzialność, natomiast decyzyjność nie jest w pełni czytelna. Nie wiadomo do końca: co ZDW czy jego dyrektor może tak naprawdę robić.
Dziękuję bardzo za rozmowę.





